W końcu. Po blisko 9 miesiącach praktycznie nie przerwanej pracy, nareszcie urlop. Niestety – każdy z was który pomyślał o ciepłych krajach lub chociażby czeskich zabytkach – grubo się myli.
Jak każdy prawdziwy polak na urlopie – pędzel w dłoń, gips w miseczkę i jedziemy…
A roboty będzie sporo. Po jutrze, przeprowadzka. Po 27 latach mieszkania w Warszawie czeka mnie emigracja na peryferia. Oj boli. Co prawda, do granic administracyjnych stolicy mam niecałe 10 minut spacerkiem z psem, jednak sama świadomość opuszczenia Warszawy boli. I nie dlatego że warszawa jest lepsza, fajniejsza, stolica i w ogóle. Nie… Opuszczam okolicę w której się wychowałem – czyli Pragę.
Gdzie teraz? A tego dowiecie się w odpowiednim czasie ;) W każdym bądź razie w swoje rodzinne strony samochodem będę miał z 10-20 minut, ale znając tryb życia (jakiego życia, orki rolnej chyba) będę tam sporadycznym gościem.
Wracając do tematu prawdziwego polaka – czeka mnie urządzanie się na prawdziwym swoim. W sumie, można to pięknie określić na finalnym odcięciu pępowiny i oderwaniu się od młodości. Mimo to, że nie mieszkam z rodzicami już w sumie trzy lata, to zawsze do nich miałem blisko (ich blok widzę nawet teraz przez okno). A wyniesienie się na zadupie skutecznie mnie od rodziny odetnie. Skończą się wakacje, wrócę do firmy i będzie znowu siedzenie od rana do wieczora i brak czasu na cokolwiek.
Okej, ale żeby nie przynudzać – życzę wam miłej końcówki wakacji. A sam idę spać, pierwszy z trzech ostatnich razy na pradze.
PS. internet nie wiem kiedy i czy w ogóle będę miał w nowym mieszkaniu, tak więc, częstotliwość updejtów mojej strony znowu spadnie (czytaj: mniej niż zero)…