Znalazłem wreszcie chwilę czasu aby zawitać do księgarni. Konkretnie – żonę posłałem na zakupy, a sam ewakuowałem się do księgarni i samochodu. Nie mogłem się przez spory kawałek czasu zdecydować na coś konkretnego. Ciężko mi teraz wybrać. W końcu zdecydowałem się znowu na Ziemiańskiego. Co prawda na Achaję jakoś nie potrafiłem się zdecydować. Może dlatego, że ostatnio gustuje raczej w książkach dziejących się w czasie współczesnym, bądź przyszłości.
Tytułowa zabaweczka, Toy Iceberg, jest adoptowaną przez detektywa byłą prostytuką. Jej nowy opiekun niestety żegna się z ziemskim padołem, pozostawiając spadek – 6 milionów dolarów. Wiadomo – niezbyt duży majątek przy aktualnym kursie tej waluty, ale na waciki powinno Zabaweczce wystarczyć. Niestety, odbiór spadku jest obwarowany warunkami. Toy musi się przez 10 lat utrzymać sama z pracy detektywa – dopiero po tym okresie zobaczy pieniądze.
Książka jest napisana jak zawsze dosyć luźnym językiem, pełna akcji, dialogów i komicznych sytuacji, czyli nie jest źle. Ale nie jest super. Książka jest wedle moich gustów trochę powyżej przeciętnej i jakoś nie zachwyca. Ale przeczytać z raz można. W sam raz na 20 minut podróży pociągiem dziennie czy spacer z psem. W skali 1-5 – dałbym bardzo mocną trójkę. Ale to ja. Na pewno przypadnie do gustu fanom książek akcji, niestety maniakom S-F czy fantasy zdecydowanie nie.
Andrzej Ziemiański – Toy Wars, Fabryka Słów, ISBN 978-83-60505-97-7, 29,90zł, 576 stron (ale mały format i kobylasta czcionka – ja bym to wydał na 250 stronach max).