inicio mail me! sindicaci;ón
 

I po wakacjach

Tak więc, wakacje zakończone. Pozostaje mi odliczać dni do końca roku – których zostało niestety aż 104 dni. Jeszcze tylko trochę pomarznąć w domu do końca urlopu (jeszcze nie grzeją u mnie) a potem do roboty.

Tym razem wypoczywałem (?) w Pradze. Ale tej czeskiej, nie warszawskiej. Było nieźle. Ale zacznijmy od początku…


Jakoś tak wyszło, że ciekawiej będzie pojechać pociągiem. Dziewięć godzin w EC106 w kierunku Pragi jednak było średnio fajne. W pociągu ani zakurzyć, ani porządnie się rozsiąść. Do granicy w 5 osób, a od granicy to co chwila ktoś wsiadał, wysiadał i tak w kółko. Na miejscu okazało się że bez samochodu da się żyć. Dojazd do hostelu Holečkova całkiem niezły – dwa przystanki metrem i parę tramwajem, w sumie około 25 minut. Wzięliśmy pokój w 3 osoby. Polecam, czysto, schludnie, świeżo po remoncie, tylko właściciel ma jakieś kompleksy na punkcie drzwi wejściowych i musi każdego nauczyć ich obsługi. Mankamentem było łóżko. Cienki materac z gąbki w połączeniu z dechami pod spodem i moją wagą, dały w efekcie obolały tyłek, plecy i inne punkty styku z tą katorżnią. Jednak jak pomyśle że do najbliższego centrum handlowego (Anděl) i metra miałem 5 minut tramwajem, to przyznaję że było dobrze. Oczywiście o walorach praskich knajp i ichniejszych cenach piwa nie wspomnę. Jeżeli chodzi o jedzenie, to w knajpach tańsze niż na warszawskiej Starówce, a w sklepach ceny są porównywalne, może minimalnie niższe.

Pogoda była też w porządku. Niezbyt gorąco, ale zdecydowanie cieplej niż tutaj. Przez cały czas mieliśmy jeden deszczowy dzień, dzięki czemu dało się po mieście pochodzić w normalnych warunkach, gdyż w sobotę i w niedzielę tłumy były niemiłosierne.

Dawno nie byłem na wspomnianej warszawskiej Starówce, ale praskie pamiątki biją na głowę poziomem kiczu Warszawę. Na kilkadziesiąt sklepów które widziałem, jedyny do którego warto było wejść znajdował się na terenie Wyszehradu. Dobiły mnie szczególnie hand-made rysunki które można było znaleźć w okolicy Zamku Praskiego, a które parędziesiąt metrów niżej na Małej Stranie w galerii dostępne były 10% taniej i to w kilku kopiach każdego wzorku. Chociaż w sumie Praga to Europa a nie Afryka i drukarki atramentowe mają :-) Oczywiście, Kasia sobie kupiła taki obrazek (okej, przyznaję, mi się też podoba), ja natomiast jak prawdziwy polak przywiozłem sobie pamiątki ze szkła i C2H5OH

Droga powrotna upłyneła już całkiem fajnie. Wagon ČD 2 klasy mimo posiadania zagłówków na poziomie moich barków, okazał się całkiem przyjemnym miejscem. Udało nam się dojechać tylko w 3 osoby w przedziale, tak więc po odpowiednich modyfikacjach foteli mieliśmy całkiem wygodną kanapę 2×2 metry. Oczywiście, nie obyło się bez spóźnienia. Czesi zarobili +15 które nadrobili bez problemu w Bohuminie, a Polacy jak polacy, wyrównali straty do +25 już w Katowicach.

Cóż, pozostaje mi teraz pójść spać na wreszcie miękkim wyrku, coby rano w sklepie dogadać się bez problemu.

PS. Google Adsense jest bezbłędne ;-)

jurasmus:

19 wrz 2008, 17:55

Witaj
łatwiej znaleźć Twoje miejsce zamieszkania niż Twój adres e-mail :))

RSS dla komentarzy tego posta · TrackBack URI

Skomentuj