Archiwum » październik 2008
31 października 2008, 0:25 · Kategorie: książki · Tagi: Grzędowicz

Zastanawialiście się, co by było, gdybyście dostali absolutną kartę kredytową? Albo, jak się czuje psychoterapeuta Boga? A może wiecie jakie rozterki posiada wiedźma, biorąca na wychowanie wilkołaka? Interesują was takie tematy? To ta książka jest dla was.
Po poprzedniej książce Grzędowicza wiedziałem że będzie to kolejny autor do kolekcji. I nie zawiodłem się. Księgę jesiennych demonów czyta się bardzo dobrze. Autor dozuje grozę wciskając ją między akapity naprawdę ciekawych opowiadań. W sam raz na pogodę którą widać za oknem ostatnimi dniami. Mimo typowo horrorowego tytułu nie uraczycie bynajmniej rozlewu krwi. Pięć opowiadań, które dzieją się w Polsce. Pięć mrocznych zakończeń. Pięć historii, które mogłyby spotkać każdego z nas*
Dzięki tej książce przekonałem się do kolejnego polskiego autora, który miejmy nadzieję, nie wypali się zbyt szybko i pozwoli mi zaspokoić coraz częstszy głód książkowy.
Słowem – polecam, szczególnie zanim przyjdzie wiosna.
Jarosław Grzędowicz – Księga Jesiennych Demonów, Fabryka Słów 2007, ISBN 978-83-89011-61-1, 29,99PLN, 474 stron
* – dotyczy osób wierzących w zjawiska paranormalne.
29 października 2008, 11:55 · Kategorie: fotografia, humor · Tagi: fail
Cóż. Pozostaje mi pogratulować autorom kartki. Przede wszystkim tego, że przez jakieś dwa miesiące nikt się nie pofatygował aby poprawić ten błąd.
28 października 2008, 22:51 · Kategorie: varia
Było jesienne popołudnie. 28 października 2009 roku. Człowiek ten, z teczuszką, wsiadł do pociągu nr 11720. Nie wiedział jeszcze, ile go to będzie kosztować. Rzucił okiem na pasażerów środkowego przedziału tylnego wagonu rozrządczego drugiego składu EZT EN57 o bliżej nie określonym numerze taborowym. Nurtowało go w tej chwili jedno pytanie. Czy ten pociąg, pociąg który odjechał ze stacji Warszawa Powiśle o godzinie 17:38, jedzie do Rembertowa. Brak pewności, wyświetlaczy peronowych, a co gorsza, wyświetlaczy na burtach wagonów, nie dawał mu spokoju. Po chwili, przełamując swoją nieśmiałość i uprzedzenia, spytał innych podróżnych, czy ten pociąg jedzie do Rembertowa. Usłyszał zapewnienie że tak. I było to zgodne z prawdą. Pociąg numer 11720, faktycznie przejeżdżał przez stację w Rembertowie, w dodatku, miał tam planowy postój. Mijały minuty w trakcie których pociąg 11720 pokonywał kolejne hektometry linii kolejowej 448 prowadzącej do wspomnianego wyżej Rembertowa. Człowiek, niski, jednakże można by rzec obficie zbudowany z widocznymi deficytami włosów na głowie, spokojnie podróżował przez ciemne odludzia m.st. Warszawy.
Mija godzina 17:45. Pociąg 11720 rusza z zachodniego toru zgodnie z planem. Wraz z kolejnymi metrami torowiska, pociąg osiąga linię nr 449, relacji Rembertów-Zielonka. Człowiek pytający o Rembertów nadal siedzi na swoim miejscu. Nie przeczuwający zbliżającej się katastrofy. Nie niepokojony przez kogokolwiek. Zanim zrozumie swoją sytuację nie będzie już odwrotu. Żeby być szczerym, wraz z wyruszeniem z Rembertowa, jakiekolwiek szanse na ratunek zostały zaprzepaszczone.
Mija kolejne dziewięć minut. Dziewięć minut podróży przez ciemny las. Podróży, w której pociąg 11720 osiąga przystanek osobowy Zielonka Bankowa. Człowiek z teczuszką, gotuje się do wyjścia z pociągu. Pierwszy cień wątpliwości pojawia się, gdy nie widzi za oknami prawej burty peronu. Mimo wszystko decyduje się wysiąść.
Pierwsze chwile na peronie nie zwiastują, wbrew pozorom, niczego złego. Ale nic już się nie da zrobić. Człowiek z teczuszką myśli że tylko po ciemku nie może poznać okolicy. Łudzi się, że jest wszystko w porządku.
Słychać sygnał do odjazdu. Krótkie, niskotonowe warknięcie i następujące po nim syknięcie aparatury pneumatycznego zamykania drzwi. Zanim jednak zamkną się do końca, do uszu czujniejszych pasażerów dobiegnie ostatnie wołanie o pomoc Człowieka z teczuszką stojącego już na peronie…
- Eeee? Warszawa Wola-Grzybowska?
Tymczasem Hilter i Stalin, nadal nie żyli.
24 października 2008, 1:00 · Kategorie: książki · Tagi: Piekara
Dawno czytanie książki nie szło mi aż tak opornie jak przy “Przenajświętszej Rzeczpospolitej”. Z jednej strony niby fajnie, polska rządzona przez kościół, całe społeczeństwo traktowane jak śmieci, obozy reedukacyjne. Z drugiej strony jakoś tak to wszystko płytkie i kręci się głównie wokół wódy, ćpania, dymania i korupcji. Całość trochę chaotyczna, sporo wątków prowadzonych równolegle, a na koniec, praktycznie brak końca.
Czy książka jest zupełnie do niczego? Raczej nie. Po prostu nie dla mnie. Nie mój smak. Za mało przygody, zbyt dużo wulgaryzmów. I brakuje tej jednej rzeczy, wątku, elementu fabuły, czegoś co by daną książkę definiowało.
Ogólnie - odradzam. Szczególnie jeżeli podobają się wam te same książki co mi. Nie wiem jak wygląda reszta twórczości tego autora, ale zanim po nią sięgnę po raz kolejny, wstrzymam się.
Jacek Piekara - Przenajświętsza Rzeczpospolita, Fabryka Słów 2008, 39,90PLN, 430 stron, twarda oprawa.
20 października 2008, 1:29 · Kategorie: książki · Tagi: Grzędowicz, Piekara, Wolski, Łukjanienko
Przy okazji urodzin, Kasia mi zrobiła prezent “Przenajświętsza Rzeczpospolita” Jacka Piekary i “Księga jesiennych demonów” Jarosława Grzędowicza. Jako że piszę na gorąco, jeszcze nie bardzo mogę cokolwiek powiedzieć o tych pozycjach. Natomiast, lada dzień będzie można zakupić “Czystopis” Siergieja Łukjanienki, czyli kontynuację przygód Kiryła z świetnego “Brudnopisu”. Fani Wolskiego już teraz natomiast mogą się wybrać do EMPiKu po “EuroDżihad” - czyli opowieść o świętej wojnie na naszym lokalnym europodwórku. Oczywiście opowiem o tych powieściach jak tylko je przeczytam :-)
następne wpisy »