inicio mail me! sindicaci;ón
 

Jarosław Grzędowicz – Pan Lodowego Ogrodu

Pan Lodowego Ogrodu Pewnego dnia, kolega z pracy, niejaki Wojciech M, postanowił mi sprawić frajdę i sprezentował trochę książek które znalazł w nie do końca jasnych okolicznościach. Pomiędzy nimi, znalazłem także dwuksiąg pt. "Pan lodowego ogrodu" Jarosława Grzędowicza. Na początku podszedłem do tej pozycji z pewną lekką nieśmiałością (generalnie lubię sprawdzonych autorów i boję się wydawać pieniądze na książki autorów których nie znam), ale na całe szczęśnie nie zawiodłem się.

Sam na codzień, jak wiecie, czytuję Wolskiego, Łukjanienkę i paru innych sprawdzonych autorów. Bardziej lubię fantastykę od fantasy. Dobra, przyznaję, z książek które powiedzmy leżały obok fantasy, czytałem tylko Sapkowskiego :-) Ale Grzędowiczowi się udało. Pomysł na książkę wyszedł mu niezły. Niestety, srogo się zawiodłem, gdy okazało się że drugi tom książki wcale historii nie zakończył i trzeba będzie poczekać na kolejny.


Cała historia opiera się na dwóch wątkach, przygodach dwóch głównych bohaterów, którzy jak na razie przez dwa pierwsze tomy nic wspólnego ze sobą nie mają. Vuko Drakkainen ląduje na planecie, na której istnieje życie podobne do ziemskiego, jednak w czasach średniowiecza. W tym świecie nie działa elektronika, ale za to wszyscy zgodnie twierdzą że działa coś w rodzaju magii. Vuko, ląduje, aby odnaleźć członków poprzedniej ekspedycji i sprowadzić ich bezpiecznie na ziemię. Drugi bohater, to syn cesarza, który zginął w trakcie zamachu stanu, a teraz wędruje, by uratować swój kraj od zagłady pewnego kultu który nagle wrócił do łask i stał się bardzo modny.

Powiadali, że wyszedł wprost z fal Północnego Morza i że zrodził go ich lodowaty, wściekły bezmiar, a powiła zapłodniona przez morze topielica.

Powiadali, że wyszedł z Pustkowi Trwogi, gdzie powstał jako płód czyichś nieczystych myśli, inny niż pozostałe Cienie. Inny, bo we wszystkim podobny do człowieka.

Mówili, że był synem Hinda, boga wojów, spłodzonym ze śmiertelną kobietą podczas jednej z wędrówek boga pod postacią włóczęgi po świecie.

Mówili, że zrodził go piorun, który zabił stojącą na wydmach Sikranę Słony Wiatr, córkę wielkiego żeglarza Stiginga Krzyczącego Topora. Stała samotnie podczas burzy na klifie, wypatrując na horyzoncie żagli statku swojego ukochanego. Martwa, powiła płomienie i wojownika.

Mówili że pojawił się wprost z nocy, jadąc na wielkim jak smok koniu, z jastrzębiem siedzącym na ramieniu i wilkiem biegnącym obok.

Mówili różne bzdury.

Było całkiem inaczej.

Prawda jest taka, że wypluły go gwiazdy

Cóż, polecam książkę, jest naprawdę do przeczytania.

Jarosław Grzędowicz – Pan Lodowego Ogrodu, Fabryka słów:
Tom I – ISBN 978-83-89011-61-1, 29,99zł, 547 stron,
Tom II – ISBN 978-83-60505-42-7, 33,00, 625 stron.

Skomentuj