inicio mail me! sindicaci;ón
 

Wyrazy współczucia

Było jesienne popołudnie. 28 października 2009 roku. Człowiek ten, z teczuszką, wsiadł do pociągu nr 11720. Nie wiedział jeszcze, ile go to będzie kosztować. Rzucił okiem na pasażerów środkowego przedziału tylnego wagonu rozrządczego drugiego składu EZT EN57 o bliżej nie określonym numerze taborowym. Nurtowało go w tej chwili jedno pytanie. Czy ten pociąg, pociąg który odjechał ze stacji Warszawa Powiśle o godzinie 17:38, jedzie do Rembertowa. Brak pewności, wyświetlaczy peronowych, a co gorsza, wyświetlaczy na burtach wagonów, nie dawał mu spokoju. Po chwili, przełamując swoją nieśmiałość i uprzedzenia, spytał innych podróżnych, czy ten pociąg jedzie do Rembertowa. Usłyszał zapewnienie że tak. I było to zgodne z prawdą. Pociąg numer 11720, faktycznie przejeżdżał przez stację w Rembertowie, w dodatku, miał tam planowy postój. Mijały minuty w trakcie których pociąg 11720 pokonywał kolejne hektometry linii kolejowej 448 prowadzącej do wspomnianego wyżej Rembertowa. Człowiek, niski, jednakże można by rzec obficie zbudowany z widocznymi deficytami włosów na głowie, spokojnie podróżował przez ciemne odludzia m.st. Warszawy.

Mija godzina 17:45. Pociąg 11720 rusza z zachodniego toru zgodnie z planem. Wraz z kolejnymi metrami torowiska, pociąg osiąga linię nr 449, relacji Rembertów-Zielonka. Człowiek pytający o Rembertów nadal siedzi na swoim miejscu. Nie przeczuwający zbliżającej się katastrofy. Nie niepokojony przez kogokolwiek. Zanim zrozumie swoją sytuację nie będzie już odwrotu. Żeby być szczerym, wraz z wyruszeniem z Rembertowa, jakiekolwiek szanse na ratunek zostały zaprzepaszczone.

Mija kolejne dziewięć minut. Dziewięć minut podróży przez ciemny las. Podróży, w której pociąg 11720 osiąga przystanek osobowy Zielonka Bankowa. Człowiek z teczuszką, gotuje się do wyjścia z pociągu. Pierwszy cień wątpliwości pojawia się, gdy nie widzi za oknami prawej burty peronu. Mimo wszystko decyduje się wysiąść.

Pierwsze chwile na peronie nie zwiastują, wbrew pozorom, niczego złego. Ale nic już się nie da zrobić. Człowiek z teczuszką myśli że tylko po ciemku nie może poznać okolicy. Łudzi się, że jest wszystko w porządku.

Słychać sygnał do odjazdu. Krótkie, niskotonowe warknięcie i następujące po nim syknięcie aparatury pneumatycznego zamykania drzwi. Zanim jednak zamkną się do końca, do uszu czujniejszych pasażerów dobiegnie ostatnie wołanie o pomoc Człowieka z teczuszką stojącego już na peronie…

- Eeee? Warszawa Wola-Grzybowska?

Tymczasem Hilter i Stalin, nadal nie żyli.


PIK:

4 lis 2008, 13:38

No sorry, ale jeśli widziałeś to zdarzenie, to dlaczego nie pomogłeś temu człowiekowi…. a teraz piszesz o współczuciu ?

Baseciq:

4 lis 2008, 13:43

A co miałem, za ręczny pociągnąć? Czy krzyknąć za facetem że za półtorej godziny dojedzie do Zielonki skąd będzie mógł się wrócić do Warszawy? Koleś pytał się o Rembertów a ja usłyszałem o co biega jak był na peronie… Well, gapowe trzeba płacić.

PIK:

4 lis 2008, 14:39

Baseciq, nie byłem, nie widziałem, więc daję wiarę Twoim słowom. Po prostu ten fragment tekstu:

„Po chwili, przełamując swoją nieśmiałość i uprzedzenia, spytał innych podróżnych, czy ten pociąg jedzie do Rembertowa. Usłyszał zapewnienie że tak. I było to zgodne z prawdą. ”

jest tak napisany, jakby autor był świadkiem całego zdarzenia.

RSS dla komentarzy tego posta · TrackBack URI

Skomentuj