Kuciak. To silne i szlachetne zwierze od pewnego czasu dzielnie radzi sobie na naszych patelniach. Pomijając fakt, że samo mięso smakuje jak papier, jest to zwierzę możliwe do przyrządzenia na wiele przeróżnych sposobów. Wystarczy zajrzeć do pierwszego lepszego śmierdzącego pierwszej lepszej restauracji chińskiej by zrozumieć jaką rozmaitość smaków ten ptak oferuje…
A na poważnie – wypadło mi pochorować. Więc w robienie obiadu nie miałem ochoty wkładać zbyt dużo energii. Krótkie gmeranie w lodówce ujawniło kawałek (konkretnie: cycki) kurczaka. Niestety warzyw nie było. W cebuli kurczaka jadałem bardzo często. Było co prawda trochę przyprawy do gyrrosa, ale ostatnimi czasy kurczaka u mnie w domu jadało się głównie z tym. Na szczęście było curry i… śmietana.
Panie i panowie, Kuciak curry w sosie śmietanowym.
Brzmi wybitnie dostojnie? Prawda. Dobra, jedziemy :-)
Potrzeba będzie:
-
cycki z kurczaka
-
olej do smażenia
-
przyprawa curry
-
z 2 łyżki octu, najlepiej winnego
-
śmietana taka do zupy, się w żółtym opakowaniu, 18%
-
sól
-
woda
Kurczaka przerabiamy w malutkie kawałki. Ale takie naprawdę małe. Rozgrzewamy porządnie większą ilość oleju i wrzucamy biedne szczątki ptaka, obficie go soląc. Po jakimś czasie, gdy na patelni będzie się już wszystko gotować a nie smażyć (tj. z kurczaka odejdą wody wszelakie robiąc obrzydliwą breję zamiast oleju na patelni), odlewamy ten szlam uważając by mięsko nie podążyło drogą szlamu. Potem wszystko znowu na gaz, posypujemy to obficie curry, mieszamy, dolewamy odrobinę oleju i smażymy jak bozia przykazała. Gdy już zacznie wszystko skwierczeć skrapiamy całość octem i odkręcamy gaz do oporu. Co 2-3 minuty sprawdzamy nosem czy ocet się już wysmażył. Gdy z patelni wyparuje już zapaszek octu można spokojnie dodać śmietany i wymieszać. Jeżeli będzie dla was za gęste, możecie rozcieńczyć wodą. Całość podsmażyć jeszcze parę minut. Można jeść.
A! Co do zdjęcia, jak to angole mawiali, “results may vary”. I to very vary ;-)