W sumie tak zaraz za moment będzie pierwsza połowa września, więc tak jakoś wypada napisać co nieco o tegorocznych wakacjach. Oczywiście najbardziej w tym temacie męczy mnie moja małżonka… Cóż, była za mną, ale nie mam pojęcia dlaczego nie pamięta gdzie była.
W myśl zasady “Polska za drogo” stwierdziliśmy, że kolejny raz uderzymy do Czech. Konkretnie rzecz biorąc – DP dostała ciśnienia na Toskanię na którą ja nie bardzo chciałem się zgodzić, więc znalazła Mikulov na Morawach. Mieścina bardzo mała, bogata w winnice, w bliskiej odległości od granicy z Austrią.
Pierwszy rekonesans w sprawie biletów na pociąg nas po prostu zabił. Ceny urosły prawie dwukrotnie od zeszłego roku i podjęliśmy decyzję że tym razem jedziemy konserwą. Na szczęście, do wyprawy dołączył Tomek, więc zamiast jechania małą konserwą, pojechaliśmy konserwą dużo większą, w dodatku klimatyzowaną i opancerzoną. Ale przejdźmy do rzeczy.
Mikulov
Upojne i zaciszne miejsce. Nie ma tłumu turystów, jest parę knajp, masa winnic w okolicy, parę punktów widokowych i upiorny upał. Poza tym cisza, spokój. W okolicy jeszcze jaskinie i staw po kamieniołomach. 60km do Brna, 80km do Wiednia, 100km do Bratysławy. Tak więc rewelacyjna miejscówka na wypady.
Na specjalną uwagę zasługuje pensjonat Panorama, gdzie na dziedzińcu czekają dla pensjonariuszy atrakcje w postaci kangurów, dogów angielskich, żółwi i innej menażerii, kawałka ławy gdzie można kulturalnie oddać się alkoholizowaniu organizmu, hamaki, miejsce na grilla i basen (w budowie). A wszystko to za jedyne 300CZK od osoby, czyli c.a. 50zł. Osobom uczulonym na jakiekolwiek zwierzęta, odradzam.
Wiedeń
Z racji tego, że zabytki jakoś średnio mnie obchodzą w takich miastach, skupię się na komunikacji. W tym mieście widać że ktoś myśli o mieszkańcach. Pięć linii metra wspomagana gęstą siecią S-Bahnów i kolei regionalnej. Dla mikola istny raj na ziemi. I przyznaję że tylko to widziałem. Znaczy wiem, że ten duży strzelisty budynek to jakiś bardzo ważny kościół, a ten pan z pomnika to też jakaś ważna persona (papież jakiś?), ale wybaczcie, ja w Wiedniu widziałem tylko szyny, tramwaje i pociągi :-) I aż żal tyłek ściska, dlaczego my mamy tak do d**y z tą komunikacją miejską? Chociaż muszę przyznać, że podobnie jak w Pradze, wrażenia towarzyszące obcowaniu z przystankiem metra, są bardzo podobne do tych z wizyty w D.H. Smyk w latach jego największej komunistycznej świetności. Nie wiem, czy chodzi tutaj o zastosowane materiały wykończeniowe wraz z futurystycznym jak na tamte czasy designem, czy chodzi o ten smar ze schodów ruchomych który pachnie tak samo jak w rzeczonym Smyku. Nie potrafię wskazać tego co mi przypomina w tych stacjach dzieciństwa.
Tomek natomiast widział tylko Wiener Prater :-)
Okej. Tym czasem – koniec, bo późno już ;-) Reszta niebawem!