inicio mail me! sindicaci;ón
 

Wakacje… (c.d.)

Na czym to ja? A… Na Wiedniu. No to jedziemy dalej.



Bratysława

Bardzo miłe zaskoczenie już po przekroczeniu granicy – tygodniowa winieta na autostrady w Bratysławie kosztowała 5 €, co w porównaniu z kosztem przejazdu naszymi ogryzkami jest po prostu ceną powalającą. Co prawda, autostrada Brno-Bratysława nie była w stanie idealnym, ale za te pieniądze i za taką wygodę, to na prawdę nie ma co marudzić.

Po dojechaniu do miasta, poraził mnie natomiast jego klimat, który jest prawie żywcem wyjęty z GOPu. Odbierałem to miasto jak idealną syntezę czeskiej Pragi i Katowic. Ciężko to naprawdę opisać, ale podobnie jak na Śląsku, miejscami miałem wrażenie że czas się zatrzymał. Poza tym jest to miasto niewiarygodnie zatłoczone, z makabrycznymi cenami za parking (rzędu 3 € za godzinę!)

Zupełnie jak biurowiec Ciechu przy Powązkowskiej Teatr Narodowy Człowiek przy pracy Panorama Bratysławy

Brno

Pierwsze wrażenie podczas spaceru w Brnie (akurat był to spacer przez Brno hl.n.) – “zupełnie jak na Dworcu Centralnym”. Właściwie to tak jak na Warszawa Stadion. Rewelacyjny targ praktycznie w samym centrum starówki, gdzie zjadłem w końcu po raz pierwszy w tym roku słodkie truskawki. Ah! I świetna knajpa na náměstí Svobody, gdzie zajadaliśmy się kurczakiem z brzoskwiniami w serze żółtym z bramoborami po amerykańsku (kawałki ziemniaków smażone w czosnku, więc nie wiem dlaczego hamerykańskie) – gorąco polecam. A jakby wam przyszło jeść lody, to pamiętajcie że niezależnie ile kulek zamówicie, to i tak będziecie musieli dopłacić za większy wafelek.

Targ od truskawek. Da się zrobić bazar w centrum miasta czysto i schludnie? Da. Muzeum ziemi morawskiej Trójkąt Sierpińskiego? Rzeczony powyżej kurczak z brzoskwiniami.

Lednice

Lednice to miasteczko posiadające dwustuhektarowy ogród z pałacem i kościołem. Powiedzmy, taka uboższa wersja naszego Wilanowa. Tylko że w Lednicach przynajmniej nie starają się z ciebie zedrzeć na każdym kroku. Poza wielkim ogrodem i stawami, urzekł nas pokaz dzikiego ptactwa urządzany na terenie ogrodu. Po prostu niesamowite ptaki – orły, sokoły, sowy i wiele innych. Organizacją tychże pokazów zajmuje się stowarzyszenie prowadzące taki ptasi azyl.

Kolejna atrakcja w Lednicach, to chyba najdroższy trunek jaki kiedykolwiek piłem, mianowicie malinowy burčák. Kosztowało to blisko 14zł za kieliszek, ale za to przypominało mi smak malinowej nalewek mojej babci, tylko że tym razem porządnie schłodzonej i lekko musującej.

Sęp jaki jest każdy widzi... Lednice Najmniejszy gatunek sowy istniejący I największy Pokaz drapieżnych ptaków

I po wakacjach

Podsumowując, było super. Niestety, ale ja się nie nadaję do zwiedzania miast, przynajmniej jeżeli chodzi o zabytki. Jestem specyficznym turystą. Interesują mnie kulinaria, alkohol i transport publiczny. Większą frajdę będzie mi sprawiało połażenie po wszystkich stacjach metra niż fotografowanie się na tle jakiegoś historycznego monumentu. Ewentualnie poproszę o zdjęcie na tle Taurusa lub innej niespotykanej na polskich torach lokomotywy. Jakieś ciekawostki, w stylu jaskinie, wystawy ptaków, wesołe miasteczka, etc., też jak najbardziej. Ale błagam, żadnych zabytków. Natomiast sam Mikulov, nasza baza wypadowa, super. Cisza, spokój, w powietrzu unosił się zapach lenistwa i wiecznych wakacji. Przytulne knajpki, punkty widokowe – to jest to czego mi brakowało i co pozwoliło mi odpocząć.

Skomentuj