Wczoraj dostałem z Merlina info, że po 11 dniach moje zamówienie zostało zrealizowane. Niestety, jak już się wam wypłakałem – Merlin dał ciała. Natomiast dzisiaj, dokładnie po tygodniu, wyjąłem ze skrzynki przesyłkę z Amazona z tym co chciałem. Wyjdzie mnie to jakieś 75zł a więc 20zł więcej niż w Merlinie, z dostawą do domu, w dodatku poszukiwana przeze mnie edycja trzypłytowa.
Generalnie nie mam w nawyku włażenia w okrężnicę komercyjnym podmiotom, ale tym razem chciałbym oddać szacunek Merlin.pl, który jako do tej pory jedyny, w dodatku za rozsądną cenę, sprowadza Fever Ray – Fever Ray+Live at Luleå, czyli wydanie 2CD+1DVD. Całość kosztuje ca. 55 zł, co w porównaniu do jebaja czy szmatłazona wypada naprawdę atrakcyjnie. Wadą jest czas oczekiwania – 10 dni, przez które dostanę najprawdopodobniej rozwolnienia z niecierpliwości.
A… A co to Live at Luleå? Jak sama nazwa wskazuje, jest to zarejestrowany w mieścinie Luleå koncert, którego można posłuchać m.in. tutaj. W sensie, “można było”.
Niestety, Merlin poleciał w chuja i zmienił opis na swojej stronie. Wychodzi na to że posiadają, ale wersję “deluxe”, czyli płyta z ekstra ścieżkami i DVD, a nie wersję “limited” z poszukiwanym przeze mnie koncertem. Z podkulonym więc ogonem przeprosiłem się jednak z Amazonem, gdzie album ten kosztuje “aż” $14,99.
W ramach zainteresowania się kto jest kto w Röyksopp, dowiedziałem się o Karin Dreijer Andersson, która wzięła udział w nagraniu utworów “What Else Is There” (z albumu “The Understanding”), “Tricky Tricky” i “This Must Be It” (obydwa z “Junior”). W ślad za nią, trafiłem na zespół “The Knife” który tworzy razem z bratem. O “The Knife” jeszcze kiedyś, a na razie o jej (znaczy się Karin) solowym projekcie “Fever Ray“. Teraz proszę szanownego draństwa, słuchamy czym to się ostatnio Baset zachwyca (”Triangle Walks”):
Tak. Zdecydowanie można odczuć niepokój :-) Mroczno i tajemniczo, elektronicznie i etnicznie. Do tego charakterystyczny głos Karin. Tak samo teledysk, przypominający nocny majak. Chęć ucieczki od zagłady? Nie jest to z pewnością muzyka dla osób które mają problemy z lękami lub depresją. Czuć że ta muzyka jest naturalnym przedłużeniem dotychczasowej twórczości “The Knife”. A teraz “Seven”:
Robi się coraz ciekawiej. I tutaj widać, że teledysk nie został wykonany na odczepnego, tylko wspaniale uzupełnia utwór w jedną całość. I tak jakoś wyszło że ostatnio słucham głównie tego. I coraz częściej zaczynam oglądać się przez ramię gdy idę wieczorem na spacer… ;-)
26 cze 2009, 11:34 · Kategorie: muzyka · Tagi: La Roux
Dzisiaj wyjątkowo nie o książkach a o muzyce. Jakiś czas temu wygrzebałem zespół La Roux. Po paru wydanych singlach w końcu doczekałem się ich płyty. La Roux tworzy muzykę którą można określić mianem synthpopu. Dla mnie jednak jest to muzyka pierwszych przygód z komputerem. Nie ciężko usłyszeć w “Bulletproof” brzemiń perkusji rodem z SIDa. Intro do “Tigerfly” czy “Colourless” też brzmi jak muzyka z 8bitowców. Dzięki temu 46 minut muzyki w 12 utworach dało mi możliwość powrotu do czasów młodości w których całe dnie spędzałem przed Atari.
W dodatku teledyski do dwóch singli “Quicksand” i “In For The Kill” wyreżyserowała polka, Kinga Burza.
Płyta jest teoretycznie już w katalogu Empiku, niestety chwilowo bezcenna. A tym którzy nie mogą się doczekać polecam ostatni teledysk do “Bulletproof”.