Wczoraj dostałem z Merlina info, że po 11 dniach moje zamówienie zostało zrealizowane. Niestety, jak już się wam wypłakałem – Merlin dał ciała. Natomiast dzisiaj, dokładnie po tygodniu, wyjąłem ze skrzynki przesyłkę z Amazona z tym co chciałem. Wyjdzie mnie to jakieś 75zł a więc 20zł więcej niż w Merlinie, z dostawą do domu, w dodatku poszukiwana przeze mnie edycja trzypłytowa.
Generalnie nie mam w nawyku włażenia w okrężnicę komercyjnym podmiotom, ale tym razem chciałbym oddać szacunek Merlin.pl, który jako do tej pory jedyny, w dodatku za rozsądną cenę, sprowadza Fever Ray – Fever Ray+Live at Luleå, czyli wydanie 2CD+1DVD. Całość kosztuje ca. 55 zł, co w porównaniu do jebaja czy szmatłazona wypada naprawdę atrakcyjnie. Wadą jest czas oczekiwania – 10 dni, przez które dostanę najprawdopodobniej rozwolnienia z niecierpliwości.
A… A co to Live at Luleå? Jak sama nazwa wskazuje, jest to zarejestrowany w mieścinie Luleå koncert, którego można posłuchać m.in. tutaj. W sensie, „można było”.
Niestety, Merlin poleciał w chuja i zmienił opis na swojej stronie. Wychodzi na to że posiadają, ale wersję „deluxe”, czyli płyta z ekstra ścieżkami i DVD, a nie wersję „limited” z poszukiwanym przeze mnie koncertem. Z podkulonym więc ogonem przeprosiłem się jednak z Amazonem, gdzie album ten kosztuje „aż” $14,99.
Przeniosłem sobie telefon stacjonarny do UPC. A co mi tam, zawsze parę złotych taniej, jedna faktura, większe możliwości, bla, bla, bla. O jaki ja durny byłem.
Piątek, późne godziny popołudniowe. Sąsiadka mnie zawołała, że jej stacjonarny nie działa. Zwlokłem się z wyra, podniosłem słuchawkę, cisza. Napięcia na linii brak. Kabel do skrzynki sprawdzony, nie stwierdziłem na nim przerw. Dobra, idę do domu zadzwonić na błękitną i zgłosić awarię. Podnoszę słuchawkę i zamiast wesoło ćwierkającego ciągłego sygnału usłyszałem przerywany. Próbuję parę razy – dupa. Reset modemu – dupa. Do mnie dodzwonić się można, natomiast mi nie dane jest nawiązać połączenie. Dobra dzwonimy do jupisi.
Traf chciał że im w ogóle coś nieźle padło, bo do 23:00 nie udało mi się dodzwonić. Dopiero następnego dnia w przebłyskach świadomości pomiędzy atakami bólu zęba udało mi się do UPC dobić. Mimo iż lewa połowa aparatu gębowego mnie boli niemiłosiernie, usiłuję powstrzymać moce dżedaj i nie zatłuc konsultanta na odległość. Pan mi mówi że jest poważniejsza awaria i żeby zrestartować modem, ale koniecznie po 17:00 bo teraz to uwalę sobie internet. Traf chciał że po dojściu do biurka widzę jak modem sam się zrestartował i… zsynchronizował bez najmniejszych problemów. Wychodzi na to że awarii internetu u mnie nie ma. Wieczorem już nieźle wściekły (gorączka, ryło mnie całe boli, Ketonal nie pomaga) udaje mi się dobić do UPC. Pan oczywiście zwija się w przeprosinach, owija we wstążeczkę i daje siebie do pokrojenia, bo jest mu niezmiernie przykro. Natomiast z racji tego że zgłosiłem dezaktywację poczty głosowej, to na bank, w ciągu 48h telefon zostanie naprawiony.
Mija niedziela, poniedziałek, 48h. Tym razem nastrój trochę lepszy. Stan zapalny odpuszcza, powoli dochodzę do siebie (po 10 dniach pieprzonego bólu). Dodzwoniłem się do UPC. Again, betoniara po drugiej stronie w kółko pieprzy że nie wie kiedy telefon naprawią, później pieprzy coś o pięciu dniach roboczych. Ostatkiem sił bronię się przed cisnącą się na usta łaciną i trzymam fason. Ciśnienie pozwala mi na postrzeganie pozazmysłowe i już widzę sucz siedzącą gdzieś w Katowicach przy biurku na ołpenspejsie, lakierek do paznokci śmierdzący w promieniu 20 metrów i pilniczek którym się branzluje po pazurkach. Brak zdolności telekinetycznych u mnie ocalił jej życie.
Ech. Walę. Wyciągnąłem znajdujący się w starym mieszkaniu „Aster TP” i podpiąłem pod linię TP. Zobaczymy, czy teraz z telefonem w UPC się też będę pieprzył osiem miesięcy jak z internetem.
Update: po którymś telefonie z kolei natrafiłem na osobę która umiała zadzwonić gdzieś dalej i poprosić o naprawienie. O dziwo, udało się problem rozwiązać od ręki i telefon ożył. Tylko dlaczego pracowników w UPC którzy znają się na swojej robocie można policzyć na palcach jednej ręki?