18 cze 2009, 22:02 · Kategorie: książki · Tagi: Łukjanienko
Wydawnictwo MAG zarobiło u mnie na wielkiego plusa. Otóż poza wznowieniem poszukiwanego przeze mnie “Dziennego Patrolu”, zaczęli wznawiać pozostałe książki Łukjanienki. Wiem, to nudne czytać cały czas jednego autora. Wybaczcie – inaczej czytać chyba nie umiem. Na pierwszy ogień poszedł “Labirynt odbić” z serii “Głębia”.
Z samym uniwersum Głębi miałem okazję już się spotkać w zbiorze opowiadań “Atomowy sen” i nie mogę powiedzieć żeby pomysł na świat wirtualny SŁ jakoś mnie zwalił z nóg. Ale “Labirynt” po raz kolejny udowodnił że Łukjanienko potrafi naprawdę dobrze pisać.
czytaj dalej »
15 cze 2009, 23:55 · Kategorie: książki · Tagi: Łukjanienko
Jesienne wizyty Siergieja Łukjanienki są osadzoną we “współczesnej” Moskwie bajką o walce Siły, Władzy, Nauki, Rozwoju, Sztuki i Miłości. Walce w której ma zostać wyłoniony nowy mentor ludzkości na następne dziesięciolecia. Bajką trudną i wymagającą chwili zastanowienia. Można by to nazwać, inteligentnym S-F. Zgodnie z tytułem, cała książka jest mroczna, deszczowa, słowem jesienna. Nie znajdziemy w niej czystego podziału na dobro i zło jak w patrolach, ani też tryumfu jednego bohatera, jak w space-operach.
czytaj dalej »
15 cze 2009, 23:15 · Kategorie: książki · Tagi: Wolski

Przechadzając się główną “galerią” dworca Warszawa Cmentarna, kątem oka zauważyłem na “wystawie” jednej z bud z książkami napis “WOLSKI” który momentalnie uruchomił proces hamowania i zmiany kursu wprost na rzeczoną wystawę. Chwila oględzin i faktycznie – Wolski wydał nową książkę. Cóż, tempo ma nieziemskie, 7 miesięcy od “Eurodżihadu” (który prawdę mówiąc nie był wcale taki rewelacyjny).
Kaprys historii jest kontynuacją historii zapoczątkowanej w “Nieprawym łożu” i kontynuowanej w “Nobliście”. A wrażenia? Cóż… (spoilery!)
czytaj dalej »
15 cze 2009, 22:47 · Kategorie: książki
W sumie do opisania mam siedem książek. Trochę się nazbierało przez ostatni miesiąc. Ale cóż. Trzeba jakoś to przełknąć i skoro się zobowiązałem opisywać wszystko co czytam na blogu, to obietnicę spełnić muszę. Tak więc “stay tuned” jak mawiają angole, bo o ile mnie małżonka do wyra nie zagoni to pojawi się tu niebawem parę postów o literaturze jaką czytałem. A w dzisiejszym menu, aby dać przedsmak tym których to w ogóle interesuje – Wolski i Łukjanienko (jak zawsze zresztą).
19 maj 2009, 19:47 · Kategorie: żarcie
Kuciak. To silne i szlachetne zwierze od pewnego czasu dzielnie radzi sobie na naszych patelniach. Pomijając fakt, że samo mięso smakuje jak papier, jest to zwierzę możliwe do przyrządzenia na wiele przeróżnych sposobów. Wystarczy zajrzeć do pierwszego lepszego śmierdzącego pierwszej lepszej restauracji chińskiej by zrozumieć jaką rozmaitość smaków ten ptak oferuje…
A na poważnie – wypadło mi pochorować. Więc w robienie obiadu nie miałem ochoty wkładać zbyt dużo energii. Krótkie gmeranie w lodówce ujawniło kawałek (konkretnie: cycki) kurczaka. Niestety warzyw nie było. W cebuli kurczaka jadałem bardzo często. Było co prawda trochę przyprawy do gyrrosa, ale ostatnimi czasy kurczaka u mnie w domu jadało się głównie z tym. Na szczęście było curry i… śmietana.
Panie i panowie, Kuciak curry w sosie śmietanowym.
Brzmi wybitnie dostojnie? Prawda. Dobra, jedziemy :-)
Potrzeba będzie:
-
cycki z kurczaka
-
olej do smażenia
-
przyprawa curry
-
z 2 łyżki octu, najlepiej winnego
-
śmietana taka do zupy, się w żółtym opakowaniu, 18%
-
sól
-
woda
Kurczaka przerabiamy w malutkie kawałki. Ale takie naprawdę małe. Rozgrzewamy porządnie większą ilość oleju i wrzucamy biedne szczątki ptaka, obficie go soląc. Po jakimś czasie, gdy na patelni będzie się już wszystko gotować a nie smażyć (tj. z kurczaka odejdą wody wszelakie robiąc obrzydliwą breję zamiast oleju na patelni), odlewamy ten szlam uważając by mięsko nie podążyło drogą szlamu. Potem wszystko znowu na gaz, posypujemy to obficie curry, mieszamy, dolewamy odrobinę oleju i smażymy jak bozia przykazała. Gdy już zacznie wszystko skwierczeć skrapiamy całość octem i odkręcamy gaz do oporu. Co 2-3 minuty sprawdzamy nosem czy ocet się już wysmażył. Gdy z patelni wyparuje już zapaszek octu można spokojnie dodać śmietany i wymieszać. Jeżeli będzie dla was za gęste, możecie rozcieńczyć wodą. Całość podsmażyć jeszcze parę minut. Można jeść.
A! Co do zdjęcia, jak to angole mawiali, “results may vary”. I to very vary ;-)